Obfitość wapnia towarzyszyła ewolucji naczelnych

Ciekawe jest przyjrzenie się dokładniej składowi jedzenia przodków. Należymy do ssaków, a ssaki powstały ok. 200 milionów lat temu (w skrócie 200 milleniów). Co istotne, te zwierzęta były owadożerne. Około 70 milleniów temu nastąpiła masowa zagłada. Spowodowało to rozwój ssaków w wyniku radiacji adaptacyjnej. Ssaki zajęły nisze ekologiczne, dotąd zajmowane przez dinozaury i inne duże gady.

W tym właśnie okresie, 70-50 milleniów temu, pojawiły się naczelne. Były to małe zwierzęta. Również były owadożerne lub jadły małe bezkręgowce. Od „zawsze” naczelne były więc mięsożerne. Przystosowane są do trawienia białka zwierzęcego, a nawet chityny. Wielu ludzi posiada zresztą zdolność do jej trawienia, zapewne jako pozostałość ewolucyjna po naszych przodkach.

(*) Muszę tutaj zaznaczyć, że nie jest to rozprawa antropologiczna, nie odnosi się do najnowszych odkryć w tej tematyce. Oznacza to, że przekazuje daty zaczerpnięte ze źródeł mających często ponad 20 lat. Mogą się one różnić od ustalonych współcześnie. Nie zmienia to jednak kolejności zdarzeń, która się nie zmieniła. Ich konkretne usytuowanie czasowe i nazwy są kwestią sporną również dziś i nie są przedmiotem tego artykułu.

Ssaki od „zawsze” są owadożerne

Chityna jest dobrym źródłem wapnia. Dlatego możliwość jej trawienia jest mocno zachowana. Wapń jest ważny w funkcjonowaniu komórki. Przekazuje wiele sygnałów komórkowych, umożliwia wiele procesów takich jak skurcz mięśnia, przesyłanie sygnałów nerwowych lub zapłodnienie.

Zmiany jego stężenia w komórce indukują również jej programowaną śmierć, apoptozę. Fakt ten jest ogromnie ważny w wielu chorobach. Z tego względu niedobór wapnia uniemożliwia remodeling tkanki i zabicie nieprawidłowych komórek, np. nowotworowych.

Rola wapnia w komórce jest zapewne pokłosiem jego obfitości w diecie ssaków. Mięso zwierząt, również dzikich, nie jest jednak dobrym źródłem wapnia. Inaczej jest w przypadku warzyw i owoców. Wrócę na chwilę do kwestii jedzenia roślin. Jeśli chodzi o owoce, był okres, w którym dieta naczelnych była na nich oparta.

To potwierdza wszystkożerność naszego gatunku. Po tym jednak okresie owoce nie stanowiły znaczącego składnika diety. Trzeba pamiętać, że kiedyś nie było sadów owocowych. Raczej były więc rzadkim dodatkiem. Owoce były jednak czymś biologicznie korzystnym ze względu na obecność witamin i błonnika. Wyróżnikiem owoców jest duża zawartość cukru – fruktozy. Stąd może tak silna „chęć” słodkiego, odczuwana przez wielu.

Z drugiej strony owoce są dobrym źródłem wapnia. Równie dobrym źródłem są warzywa. Uzupełniają one mały wkład mięsa w pulę dostarczonego wapnia. Jednoczesne zjadanie warzyw i mięsa umożliwia uzyskanie sporych ilości wapnia, które potrafią sięgać 2000 mg/dzień. W obecnej diecie, tak ubogiej w warzywa, trudno zapewnić tak dużą jego ilość. Jednocześnie jest to wartość znacząco wyższa od zalecanej, co stawia pod znakiem zapytania obecne rekomendacje.

Mięso z dzikich zwierząt różni się od hodowlanego

Mięso to wielkie źródło aminokwasów (składników białka). Wśród warzyw, jedynie strączkowe mogą się z nim równać. To o tyle ważne, że aminokwasy są substratem do tworzenia cukru w wątrobie oraz neurotransmiterów w mózgu. Niedobory neuroprzekaźników są związane z szeregiem chorób neurodegeneracyjnych i psychoz. Białko i aminokwasy w diecie są poza tym potrzebne do utrzymania właściwej masy mięśniowej.

Pokarm odzwierzęcy to też źródło witamin z grupy B. Najważniejsza wydaje się tutaj witamina B12, odgrywająca naczelną rolę podczas różnicowania komórek (wraz z B9), oraz witamina B3, biorąca udział w gromadzeniu energii (razem z B2).

Mięso było i jest ogromnie ważnym składnikiem diety

Nie da się ukryć, że mięso pozyskane z dzikiej zwierzyny jest inne, niż to które zwykle jemy, czyli hodowlane. Różnica ta jest najwyraźniejsza, jeśli chodzi o zawartość tłuszczu, przede wszystkim PUFA (ang. Poli-Unsaturated Fatty Acids, kwasy tłuszczowe wielonienasycone) z rodzaju omega-6 i omega-3.

Dzikie zwierzęta nie są utuczone tak, jak to jest ze zwierzętami hodowanymi. Są w ciągłym ruchu, a dostęp do pożywienia nie jest ciągły i obfity. Prawdopodobnie właśnie z tych przyczyn ich mięso nie jest tłuste. Zawartość tłuszczu u tych zwierząt nigdy nie przekracza 30% i zazwyczaj mieści się w granicach 20-25%. Co ciekawe, właśnie takie są wytyczne większości organizacji, które rekomendują skład zalecanej diety.

Jeśli chodzi o ilość kwasów wielonienasyconych z rodzaju omega-3 i omega-6, też jest inaczej. Mięso zwierząt dzikich ma mniej tłuszczu, ale za to proporcjonalnie więcej PUFA. Jeszcze bardziej znacząca jest proporcja omega-6/omega-3.


Sam decyduj o Swoim zdrowiu!

Czy znasz osoby chore na reumatyzm. Zazwyczaj są to osoby starsze. One w każdym razie o tym mówią i narzekają na stawy.

Prawda jest jednak taka, że Reumatoidalne Zapalenie Stawów, bo tak brzmi pełna nazwa, dotyka też młode osoby.

Czy to choroba wieku starszego? To cywilizacyjna choroba autoimmunologiczna. Nie ma związku z wiekiem. Tak na prawdę może się pojawić już w dzieciństwie.

Niestety wiele osób od młodości się z nią zmaga. Czy nie warto zadbać, by się nie pojawiła?

Ustrzeż się chorób cywilizacyjnych.


Obecna dieta obfituje w kwasy omega-6, lecz ilość omega-3 jest mała. Stosunek omega-6:omega-3 wynosi 25:1. Dieta przodków paleolitycznych obfitowała w omega-3, co przekłada się na proporcję bliższą 1:1, Ponieważ to właśnie mięso jest głównym źródłem tłuszczu, to ono jest odpowiedzialne za tą sytuację.

Warto przy tym zwrócić uwagę na jeden fakt. Dotyczy on zjawiska zwanego stresem oksydacyjnym. Na ten czynnik ma wpływ tlen i temperatura. Im większa temperatura i dostęp do tlenu, tym większy stres oksydacyjny. Szczególnie podatne na niego są tłuszcze zawierające podwójne wiązanie chemiczne. Są to zatem kwasy tłuszczowe PUFA, wymienione omega-6 i omega-3 oraz cholesterol.

Najbardziej radykalna obróbka termiczna pożywienia następuje podczas smażenia. Oczywiście to nie wyczerpuje tematu, ale wskazuje na konieczność pewnych działań. Jeśli zależy nam na zdrowiu, należy zjadać mięso z dzikiej zwierzyny, ze względu na korzystny stosunek PUFA. Warto też zjadać ryby, które też słyną z tego samego. Jednocześnie jednak należy zrezygnować ze smażenia. W innym wypadku to, co zdrowe, może się okazać bardzo szkodliwe, bo utlenione.

Duża ilość cholesterolu to norma

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden czynnik. Jest nim cholesterol, związek chemiczny o strukturze pierścieniowej, obecny w mięsie. Jest to dokładniej cząsteczka obecna w znacznych ilościach w błonie każdej komórki. Jest ważnym składnikiem komórek mózgu, co podkreśla jego wagę w tkance nerwowej.

Cholesterol jest też niezbędnym prekursorem (cząsteczką z której powstają) hormonów sterydowych kory nadnerczy i gonad. Przykładem jest kortyzol, estradiol, progesteron lub testosteron. Poza tym jest to ważny składnik żółci, która emulguje i ułatwia trawienie tłuszczu oraz jest drogą usuwania toksyn z organizmu.

Przy okazji warto zaznaczyć, że podobne związki zwane fitosterolami, występują w roślinach. Nie różnią się one znacznie od cholesterolu, lecz nie mają żadnej funkcji w tkankach zwierzęcych. Również posiadają wiązanie podwójne, taka samo jak cholesterol. Innymi związkami obecnymi w pokarmie roślinnym są fitostanole. Mają równie podobną budowę, brakuje w niej jednak wiązania podwójnego, co znaczy że nie są podatne na stres oksydacyjny.

Ludy pierwotne nie smażyły. Dlatego cholesterol im nie szkodził.

Jak wynika z badań nad składem pożywienia, typowego dla ludów pierwotnych, cholesterol był powszechny w diecie. I tak, o ile zalecana dzienna zawartość cholesterolu RDA wynosi 300 mg dziennie, zawartość w diecie paleolityczne znacząco ją przewyższała. Dieta ludów pierwotnych zawierała od 350 do ponad 1 000 mg cholesterolu, w zależności od ilości zjadanego mięsa.

Powyższe informacje tylko potwierdzają względną nieszkodliwość cholesterolu. Wynika to z jego funkcji i metabolizmu. Im więcej jest cholesterolu w diecie, tym mniej jest go produkowanego w organizmie i odwrotnie – im mniej w diecie, tym zapotrzebowanie jest większe, a więc i jego produkcja jest większa.

Jego ilość w diecie jest więc aktywnie i dynamicznie regulowana tak, by był na właściwym dla organizmu poziomie. Zapotrzebowanie jest zawsze duże, ze względu na ogromną rolę, jaką w organizmie pełni ta cząsteczka. Czy sztuczne obniżanie jego poziomu lekami ma większy sens, skoro potrzebny jest do życia? Dużo bardziej zasadne jest zarządzanie jego ilością przez dietę. Najważniejsze jest jednak nie smażenie i nie utlenianie cholesterolu do szkodliwych pochodnych.

Problemem jest działanie temperaturą na pożywienie. Jak już wspomniałem, temperatura wpływa na podwyższony poziom stresu oksydacyjnego. Stresowi oksydacyjnemu ulegają tłuszcze o podwójnych wiązaniach – a więc również cholesterol. Jego modyfikacja chemiczna stanowi o jego szkodliwości. Dlatego nikt nie powinien bać się cholesterolu, chyba że podda go działaniu temperatury. Z tego względu smażenie potraw jest stanowczo szkodliwe.

… czytaj dalej na kolejnej stronie …

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s